Moja historia

Moja historia

Początek…
 18 maja 2012 roku przyjechałem z mamusią,jeszcze w brzuszku 😉 po wizycie u lekarza na oddział patologii szpitala miejskiego w Rudzie Śląskiej. Tam mamusia leżała tak śmiesznie nóżkami do góry,żebym tak czasem nie wyskoczył,a ja przecież nie miałem takiego zamiaru 😉 Podsłuchałem,że mamusia miała cały czas skurcze,a ciocie w fartuszkach dawali jej coś,żeby ich nie było,żeby nie bolało,a ja żebym mógł trochę urosnąć 🙂 Tatuś powiedział,ze mamusia była bardzo dzielna,ale 24 maja ciocie i wujkowie w fartuszkach nie mogli nic już dać mamusi na zahamowanie skurczy,bo mogła by dostać się jakaś sepsa… nie wiem co to. Wieczorem tego dnia pojechaliśmy z mamusią do innego pokoju i urodziłem się 🙂
Podobno byłem bardzo malutki (słyszałem,ze to był dopiero 22 tydzień),ważyłem 450g. Ciocia,która mnie odbierała,powiedziała mojej mamusi,że nie daje oznak życia ( umówmy sie,ze byłem padnięty.. ),a mamusia jak to ona płakała 🙁 Wtedy ta sama ciocia zapytała mamusie,czy chce,żeby mnie ochrzczono? Oczywiście zgodziła się 🙂 A po chwili,nie wiem czy po tej „wodzie” zacząłem pomalutku oddychać. Mamusia uśmiechnęła się 🙂 Panie w fartuszkach zawołali inna panią,która reanimowała mnie i włożyła do szklanego domku. Następnego dnia wszyscy dziwili się, że ja nadal byłem… nie wiem dlaczego to takie dziwne było ? Czułem jak mamusia i tatuś byli obok i po cichutku płakali.. Dużo by opowiadać…Ciocie i wujki w fartuszkach mówili rodzicom,że jestem bardzo słabiutki,bardzo chory i mam bardzo małe szanse na przeżycie … 1-2%, to chyba mało?
Ale ja chyba trochę uparty jestem 🙂
Jak byłem w szpitalku wiele niefajnych rzeczy mi się przytrafiło 🙁
Teraz napisze ze ściągawki,bo ja nie znam się na tym 😉 Miałem zespół zaburzeń oddychania,dysplazje oskrzelowo-płucną,a przy tym bezdechy. Krwawienie do mózgu 3 stopnia,wodogłowie pokrwotoczne… to chyba poważne… 🙁 Zakażenie wrodzone,w lipcu przypałętała sie jakaś posocznica układu pokarmowego… ojjjj cięzko było,nie mogłem pić mleczka mamusi,miałem drgawki,nie mogłem spać,miałem duży brzuszek i taki innego kolororu,niby bordowego… Na szczęście mamusia ( była przy mnie w szpitalku ponad 3 miesiące :* ) i tatuś siedzieli obok szklanego domku i trzymali mnie za rączkę 🙂 Słyszałem,że tatuś jak już gwiazdki i księżyc świecił poszedł spać do autka,przed szpitalkiem,chciał być bliżej nas :* Po kilku dniach polepszyło się i udało się 🙂 Kilka razy miałem zapalenie opon mózgowo-rdzeniowych,anemie i ciocie w fartuszkach podawali mi takie czerwone barszczyki w woreczkach 🙂 Mam osteopenie wcześniaczą,w sierpniu nie wiem jak,nie pamiętam złamałem swoje dwa bicepsiki.. Mam też retinopatie.. We wrześniu byłem w innym mieście Katowicach,żeby zrobili mi laser oczek i założyli taki zbiorniczek w główce (Rickhama),żeby nie musieli igiełką kłuć mnie w główke 🙁 I tak tam spędziłem miesiąc,na szczęścia mamusia i tatuś byli u mnie codziennie,trzymali mnie za rączkę i głaskali po główce 🙂 Wiedziałem,że to paluszki mamusi i tatusia 🙂
W październiku wróciłem tam gdzie się urodziłem, wszystkie ciocie i wujki przywitali mnie 🙂 Ja z radości po ok tygodniu chciałem pokazać wszystkim jaki jestem dzielny i zacząłem oddychać bez maseczki na samym tlenie 🙂 Ojjj jak moja mamusia zareagowała jak mnie zobaczyła bez niej 🙂 Chciało mi się śmiać,ale ja…pełna powaga 😉
No i rodzice byli u mnie codziennie,dużo mnie tulili (kangurowali),mówili do mnie,a ile całusów dostawałem!! Nie potrafię powiedzieć ile,bo nie potrafię jeszcze liczyć 😉
Na początku listopada znowu musiałem pojechać do Katowic…
Miałem 2 zabiegi za jednym zamachem, jejuuu ale wszyscy się denerwowali… Widziałem jak mamusi leciała łezka, miałem zakładaną zastawkę w główce i rureczkę w brzuszku Peg, przez który sobie jem.
W grudniu 2 dni przed wyjściem do domku dostałem jakiegoś wirusa i znowu wróciłem na intensywną terapię 🙁 wujek w fartuszku powiedział, że nie mogę dostać żadnych leków, bo sam muszę sobie z tym poradzić… i dałem radę 🙂
Później próbowano w dużym szpitalku wyciągnąć mi rureczkę z noska,tj respirator, ale nie udawało się… na szczęście mój wujek profesor z Rudy Śląskiej powiedział, że zabierze mnie do siebie na naukę oddychania i po kilku dniach udało się i od tamtej pory jestem na tlenie, na noskach 🙂
W lutym dokładnie 5 lutego po 258 dniach wróciłem do domu….nareszczie !!! 🙂
W marcu dopadła mnie jakaś infekcja i musiałem znowu pojechać do szpitalka, do Zabrza, nie było to zapalenie płuc jak na początku myśleli, ale katarek duuużo wydzielinki, która jest dla mnie też bardzo groźna… Tak mnie zatkała wydzielinka, że pewnego dnia byłem reanimowany, ale na szczęście też była mamusia i tatuś i razem daliśmy radę…znowu 🙂
Teraz jestem w domku i staram się jak mogę, żeby infekcja mnie znowu nie dopadła, a ostatnio zwiedzam świat, bo udało nam się uzbierać na przenośny koncentrator.
Nasz pierwszy spacerek mieliśmy po 393 dniach trochę naczekaliśmy się 🙂
Od jakiegoś czasu próbuję oddychać już bez rureczki, tylko czasami mi pomaga 😉 a to dla mnie już bardzo duży sukces 🙂
Teraz będę się rehabilitował, chodził do różnych lekarzy, co bym mógł być w jak najlepszej formie 😉
To w takim wielkim skrócie.. 😉 obiecałem :*
 Dziękuje wszystkim za wsparcie i pomoc :*
Kolejne moje przygody i postępy… w pościkach 😉 :*
Please configure Admin Panel -> Appearance -> Widgets -> SubFooter Left
Please configure Admin Panel -> Appearance -> Widgets -> SubFooter Right

Facebook

Likebox Slider Pro for WordPress